Za gorąco na Jurę. Albo za mokro. Powodzie, komary, upały. Wszystko to wina PZA. I Golden Lunacy. Z pewnością wina Golden Lunacy.
Trzeba więc szukać alternatywy. Może na panelu? Też gorąco, ale są wiatraki. I wieczory. Niech będzie panel.
Tak się złożyło, że ostatnimi czasy zdecydowanie częściej tam zaglądamy. A w każdym razie częściej, niż w skałeczki. Źle? Może i źle, ale też dobrze. Z nudów warto było nawet pochylić się nad zawodami Pucharu Polski w bulderingu.
Jak ktoś nie wie, co to takiego - już tłumaczymy:
chodzi o to, że banda ludzi atakuje zapyloną ścianę, poci się niezmiernie i przechodzi kolejne etapy. Albo nie przechodzi - jak ktoś nie ma w badaniach, że jest zdrowy, albo jak paszport mówi, że ktoś jest z Ukrainy. Finały zazwyczaj są spektakularne, dlatego na przykład w Krakowie organizowane są w godzinach porannych - co by nie przyszło za dużo ludzi (i bez publiczności jest gorąco).
Po zawodach wszyscy wracają zmotywowani, zmaltrenowani i nietrzeźwi. Więc przychodzi na myśl, by potrenować. Ostatnimi czasy poligonem w tym temacie był dla nas warszawski Crux, gdzie w dodatku pozwolono nam zakosztować trochę sztuki rutseterstwa.
Jak ktoś nie wie, co to takiego - już tłumaczymy:
chodzi o to, że trzeba wziąć do ręki klucz, parę chwytów i zainstalować je na ścianie tak, by nikt nie skamlał, że: za łatwo, za trudno, za daleko, za blisko, za tępo, za wymyślnie, za dynamicznie, zbyt statycznie, zanadto gejowosko lub nazbyt po niemiecku. Nic prostszego.
Od lat podglądaliśmy wirtuozów wkrętarki takich jak Pracownik, Romanowski czy Żółwiowski, więc trochę tego podłapaliśmy i postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce.
Jak się do tego zabrać? Najpierw pomysł.
...bańka! Wszyscy lubią bańki! Kobiety nie lubią. Ale lubią oglądać. Niech oglądają. Ale jaka bańka? Zwykła bańka? Za łatwo. Bańka w bok! Albo dwie! Dwie bańki w bok pod rząd... Trzy! Trzy bańki w bok. I jedna w dół. Zajebiste. Nigdzie tego nie było. No to teraz chwyty.
Klamka... nie. Za łatwo. Paczka też nie, bo sięgną statycznie. Z oblaka będą zjeżdżać. Ze ścisku nikt nie zada. Z krawądki palce pękną. Dobra, klamka. Kręcimy.
Kurwa gniazdo pękło. Dobra to wkrętarka i pierwsza bańka będzie z samych stopni. Druga w sumie też może być... Mija chwila i wychodzi z tego pięć baniek na połogu, zmierzających grawitacyjnie w stronę dachu. W sumie to trawers. W dół. Może nie bez powodu biorą do tego majstrów?
Tak wyglądają początki, ale potem jest lepiej. Potem kręci się coś łatwego i mówi się, że miało być od początku trudne. Albo odwrotnie. A jednak nawet się podoba. I o to chodzi.
Zainteresowanych tym jak wychodzi, zapraszam na Cruxa - gdzie można pochwalić albo wyśmiać, przybić piątkę, albo w mordę dać karateswinskiemu rutseterowi.
Ale nie o tym miał być post! Przecież w końcu sponsorowany...
Chodzi o to, że idzie nowe. Bywalcom Cruxa ponoć znudziły się już zwykłe karnety, więc zaproponowano plastikowe hiper cyfrowe karty, za pomocą których będzie można nie tylko odznaczyć swoją obecność, ale i obniżyć sobie ceny na przeróżne rzeczy - na Cruxie i nie tylko. Może nawet w Tesco?
Dlaczego o tym piszemy? Piszemy, bo dla 50 szczególnie zmotywowanych bywalców czekają specjalne karty z karateswinskim ryjem. Czy można w lepszy sposób wyrazić publicznie swój kiepski gust czytelniczy? Jeśli Wy też chcecie dołączyć do patologicznej rodziny karateswini, przy okazji wizyty na Cruxie podajcie hasło:
"nigdzie nie zaznasz rozkoszy jak u Tafla!"
a po krótkich negocjacjach i bójce z pewnym Cyganem karta na bank trafi w Wasze ręce.
Powodzenia!
