sobota, 21 maja 2011

Smutny panel jest smutny...



Panel na KW przeżywa ostatnimi czasy smutne chwile.

Tak, przeżywa, bo panele też ludzie - przeżywają rozłąkę, ból rozczarowania. Odkąd otworzyło się Bloco, wszyscy wyskrobują ostatnie złotówki z portfeli, by cieszyć się dachami, przewisami i milionami chwytów, które wesoło skrzypią sobie na Młocinach.

A co z KW? Dawna kuźnia mocy, która wyhodowała pierwszego rumaka bulderowego Warszawy - Romanowskiego, która skasowała najsilniejsze palce we wszechświecie Stefana, która była forum wymiany myśli takich filozofów jak Korzenialdo Korzeniak, odeszła w zapomnienie.

Panele w całej stolicy z pewnością odczuły exodus przystawkarzy skierowany w stronę Bloco, ale chyba żadna przystawkarnia nie została tak ogołocona z fanatyków jak KW. Ponoć już tylko nonkonformista Kuba Kubakuba nadal wpada na KW - ocierać smutne panelowe łzy, które strumieniem drzazg płyną ze starej dobrej pochylni...

Farewell, KW, może jeszcze kiedyś wpadniemy, o ile Bloco będzie zamknięte w jakiś świąteczny dzień...

wtorek, 17 maja 2011

Gdy emocje już opadły...



Nazbyt mało jest słów w moim skromnym słowniku,
by opisać tę ucztę, gdzie wśród pląsów i krzyków
otworzyła podwoje nowa kuźnia mocarzy
- nowe miejsce na kawę, nowy raj przystawkarzy

Pół Warszawy zjechało, by przywitać się z Bloco,
ponoć dotarł tam nawet człowiek zwinny jak kokon
każdy dostał szampana - choć z plastiku, to z klasą
- widać już od początku chcą utrzymać tam fason

Wszyscy skromnie pląsali w rytm płynący z głośnika,
który grał pod batutą imć didżeja Wernika
wnet - przycichła muzyka... i przycichły rozmowy,
bo pojawił się panel - w pytę wielki, bordowy

A chwytów tam było... conajmniej dwanaście!
aż łza się kręciła przy pierwszym toaście
- bo jak się nie wzruszyć, gdy z tej marnej dziury,
wyrosły rajbungi, przewisy, struktury!

Wszak aż tyle to trzeba było mozołu
czekania, błagania, petycji od dołu

i choć byli też tacy, co porażkę wieszczyli,
i coraz to nowe wciąż plotki płodzili
- że kapitan Ziółkowski pewnie spuścił banderę
i że w morzu problemów już zatonął w cholerę

to choć późno, lecz wbrew tym fałszywym prorokom
w końcu raz a porządnie otworzyło się Bloco!

sobota, 7 maja 2011

Koniec czekania...



Wielkimi krokami nadchodzi event oczekiwany bardziej niż ślub tego wysokiego księcia z tą czarną.

Nic dodać, nic ująć - WRESZCIE otwiera się Bloco!

Takiej okazji nie opuści nawet...


środa, 4 maja 2011

Filar Sadku pokonany!



Mimo że sezon sportowy w pełni, ambicje górskie są w naszym warszawskim środowisku nadal żywe, czego dowodem może być pierwsze przejście drogi-mitu. Mowa tu o Filarze Sadku, którego schemat przedstawia zdjęcie powyżej. Uklasycznienia tej niebezpiecznej linii forsowanej wielokrotnie lecz dotychczas pokonywanej jedynie hakowo i z użyciem tlenu podjęła się sponsorowana przez karateswinie drużyna pod przewodnictwem nieustraszonego Macieja "Reinkarnacji Sai Baby" Korzenialda.



W skład drużyny ponadto weszli (od prawej): Syn Sai Baby, Człowiek-Kanar, Człowiek-Jeleń oraz jakiś przypadkowo spotkany Mongoł.



Pokonanie drogi zajęło zespołowi równe 4 dni, nie obyło się bez kiblowania w ścianie i rękoczynów. Pomimo trudności wszystkie wyciągi udało się pokonać klasycznie, w dodatku w stylu OS! Wszelkie wątpliwości co do stylu przejścia powinno rozwiać zdjęcie ze zdobywania grani szczytowej (poniżej).



Jako że droga ta wielokrotnie zrzucała najśmielszych, a w przeszłości pojawiały się już zarzuty o ściemniane przejścia, drużyna przesyła zdjęcie szczytowe wykonane przez grzybiarza spotkanego na szczycie.



Wszyscy uczestnicy choć zmęczeni wrócili bezpiecznie do bazy. Zgodnie zapowiedzieli też, że w przyszłym roku podejmą próbę uklasycznienia kilku linii na kamieniu pod Lechworem.



Wszyscy członkowie wyprawy chcieliby podziękować kroczyckiej wytwórni kiełbas za hojny sponsoring.

wtorek, 3 maja 2011

Narodziny superbohatera...

Kontynuując działalność karateswini na wielu płaszczyznach wyrazu, dziś krótki prolog opisujący narodziny nowego herosa...