Panel na KW przeżywa ostatnimi czasy smutne chwile.
Tak, przeżywa, bo panele też ludzie - przeżywają rozłąkę, ból rozczarowania. Odkąd otworzyło się Bloco, wszyscy wyskrobują ostatnie złotówki z portfeli, by cieszyć się dachami, przewisami i milionami chwytów, które wesoło skrzypią sobie na Młocinach.
A co z KW? Dawna kuźnia mocy, która wyhodowała pierwszego rumaka bulderowego Warszawy - Romanowskiego, która skasowała najsilniejsze palce we wszechświecie Stefana, która była forum wymiany myśli takich filozofów jak Korzenialdo Korzeniak, odeszła w zapomnienie.
Panele w całej stolicy z pewnością odczuły exodus przystawkarzy skierowany w stronę Bloco, ale chyba żadna przystawkarnia nie została tak ogołocona z fanatyków jak KW. Ponoć już tylko nonkonformista Kuba Kubakuba nadal wpada na KW - ocierać smutne panelowe łzy, które strumieniem drzazg płyną ze starej dobrej pochylni...
Farewell, KW, może jeszcze kiedyś wpadniemy, o ile Bloco będzie zamknięte w jakiś świąteczny dzień...









