czwartek, 30 grudnia 2010

Podsumowanie roku 2010




Roku koniec, a zatem trzeba przypomnieć co ciekawsze wydarzenia.

Zamiast jednak wrzucać tu nudną jak cholera listę przejść, którą z pewnością dostaniecie od Brytana i tym podobnych, czas na karateswińskie rozdanie nagród za 2010. A więc zaczynamy!




Nagroda im. Humpty-Dumpty - za największą ilość kontuzji - Stefan Madej - za totalną degenerację kończyn górnej lewej i dolnej prawej.



Nagroda im. route-settera Adama Pustelnika - za wymyślanie beznadziejnych bulderów - Robert Źrałek - za całokształt



Nagroda im. Aleksandra Kwaśniewskiego - za największego kaca - Korzenialdo Korzeniak, za degredację swojego ciała i umysłu na pikniku kończącym sezon KW



Nagroda im. miłosiernego Samarytanina - za niczym nieuzasadnioną działalność charytatywną - Alek Barszczewski - za proponowanie wszystkim Powerade'a przy każdej możliwej okazji



Nagroda im. Roberta Kubicy - za żenującą wpadkę motoryzacyjną - Kuba Kubakuba, za mandat za brak pasów bezpieczeństwa na polnej drodze.



Nagroda im. Pascala, co po prostu gotuje - za godne pożałowania próby kulinarne - Korzenialdo Korzeniak i Janek Sołyga, za nabijanie surowych ziemniaków na kije i próby ich upieczenia na ognisku.



Nagroda im. Patxi Usobiagi, mistrza onsajtu - za szybki sukces -
Kuba Kubakuba, za 2258674 próby na Donosie



Nagroda im. Dana Osmana - za żałosne solo -
Korzenialdo Korzeniak, za żywcowanie nocą po pijaku na Wielbłądzie (III)


Ponadto przyznane zostały:



Nagroda specjalna im. Andrzeja Wajdy w Coffee Heaven - za niezwykły wkład w dziedzinę kawowej kinematografii -
Kwiato i Pasztet, czyli The Cyfra Trip, za ich wspinaczkowe filmy z różnych części świata.



Nagroda specjalna im. Temidy Sprawiedliwej -
Karolina Gurba - za niepłacenie składek na pakernię KW i brak chęci poprawy.

Nowy rok już się prawie zaczyna, także owocnych wyjazdów i szaleńczych wyczynów, a być może za rok traficie do podsumowania 2011!

wtorek, 21 grudnia 2010

karateŚWIĘTA...



Edukacyjnej roli karateswini ciąg dalszy!

Być może słyszeliście całe mnóstwo bzdur na temat tego jak to Święty Mikołaj ma brzuch trzęsący się jak galaretka, długą brodę i stado reniferów, jak to pełni rolę wesołego dziadka, co to kusi dzieci zabawkami, a za niesubordynację bije rózgą po pupie.

To całe pedofilskie sado-maso może trafiać do większości społeczeństwa, ale karateswinia wie, że jej czytelnicy wolą nagą prawdę...



...Święty Mikołaj tak naprawdę ostro ładuje na KW, bo poza zimowym zapierdolem, cały rok ma wolne i siedzi w skałach. Brodę goli, bo od zarostu tylko ryj się poci na treningach, a co do brzucha jak galaretka, to jest to po prostu tani sposób na trening z obciążeniem (to akurat na bank podłapał od Kuby Kubykuby).

Redakcja karateswini ma zaszczyt zaprezentować pierwsze prawdziwe zdjęcia Świętego z jego zamaszystego doładunku na KW!







Wszystkim czytelniczkom i czytelnikom karateswinia życzy wypaśnych świąt i poleca oczekiwanie na podsumowanie roku 2010, którego niedługo tu dokonamy - będzie się działo!

niedziela, 12 grudnia 2010

Minus miliard i pingwiny...



Dochodzą nas głosy, że karateswinia zrobiła się trochę bardziej popularna, niż to początkowo przewidywano.

Wiemy doskonale, że wiąże się z tym odpowiedzialność za ludzkie umysły, a więc postanowiliśmy zwiększyć nacisk na walor edukacyjny.

Po raz pierwszy skupimy się na nim komentując sprawę Zabłockiego.

Otóż ten oto małpolud, organicznie związany z KW fanatyk podróży w nieznane, wpadł na pomysł by wziąć udział w ponad 3-miesięcznej ekspedycji na Antarktydę.

Co będzie tam robił Mateusz?

Cytując, będzie: "zbierał kamienie i pływał pontonem". Innymi słowy bardzo poważna ekspedycja.

Brzmi abstrakcyjnie, ale jak to właściwie jest na tej Antarktydzie?

I tu właśnie pojawia się element edukacyjny.

Mając nadal w pamięci pochlebne opinie i słowa wdzięczności po naszym wydaniu podręcznika zimowego wspinania, postanowiliśmy zebrać garść informacji od Zabłockiego, w celu przybliżenia Wam klimatu Antarktydy.

A więc znowu w punktach:

- Antarktyda to ta biała plama na dole mapy

- jak nie macie mapy, a macie globus, to ta biała plama na dole kuli, tuż przy miejscu gdzie się mocuje trzymak

- jak nie macie globusa ani mapy, to z grubsza nie da się ustalić gdzie leci Mateusz

- nie ma tam za bardzo kaloryferów

- Antarktyda to to miejsce gdzie wśród pól śniegu i lodu pasą się radosne stada ciężarówek Coca-coli, a gdy już osiągną wiek rozpłodowy, przyjeżdżają do nas śpiewając "coraz bliżej święta"

- gatunkiem endemicznym dla Antarktydy są dziko rosnące lody Algidy

- tam też na zimę odlatują chłodziarki do lodów (jeśli ktoś jeszcze nie zauważył, że masowo znikają ze sklepów i stacji benzynowych o tej porze roku)

Na szczęście komputer karateswini jest rozbudowany jak Zderzacz Hadronów, przeprowadził więc w mgnieniu oka symulację Mateusza w nowych warunkach, a zatem będzie to wyglądało na pewno mniej więcej tak:




Podsumowując: jeśli nawet nie odmarznie mu dupa, to zwariuje od mrozu, więc pożegnajcie się z Mateuszem do piątku!

Kto jest najlepszym tancerzem?



Olek.

A potem Jodłoś.

A u lasek to w ogóle osobna historia.

No to jak już nudy mamy za sobą, to teraz do ciekawszych szczegółów.

Ekipa z kotłowni nakręciła 15 eliminacyjnych przystawek, które jak sama nazwa wskazuje miały być wciągane na przystawkę przed wielkim finałem, który był głównym daniem dla 16 samców i 10 samic.

Eliminacje wyglądały tak:

"64!"

"moge?"

"kto ostatni do tego?"

"47 top"

"KONIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEC!"

I dwie grupy w ten sposób.

Zasadniczo sporo było łatwego wspinania, mało trudnego (jeden eliminacyjny problem nie został ukończony) i bardzo mało średniego, więc wyniki były spłaszczone jak rzędkowicka patelnia.

W finałach układacze założyli na panów chomąto i zaorali nimi pole.

Pomimo wielu prób, ni cholery nie udało się wmówić kotłownianemu dachowi żeby zachowywał się jak pochylnia w KW.

Rozczarowujący okazał się również okręt i brzuch, na których gdyby nie grawitacja, to może udałoby się coś powalczyć.

Na szczęście w finałach liczyły się punkty za poszczególne przechwyty, więc idealnie oddało to progres poszczególnych zawodników - zasłużenie wygrał Olo, zdobywając pozycję Travolty nowych lubelskich zawodów.

U pań z naszego podwórka zaobserwować można było pewne ciekawe zjawisko: Karolina G., powszechnie znana z silnej psychy na zawodach, wymiotła eliminacje, spodziewając się jednak, że skoro zrobiła prawie wszystko, to pewnie w finałach jej nie będzie. Założenie, choć logiczne, nie pozbawione było błędu - Karolina dostała się do finału z pierwszego miejsca.

Pod wpływem tej żelaznej logiki Karolina rozpoczęła już wcześniej świętowanie ukończenia zawodów, co w konsekwencji doprowadziło do tego, że wystartować musiała pod wpływem... cóż - czegoś innego niż logiki...

Mając więcej promili niż przystawek na koncie, Karolina walczyła jak lwica, rezerwując dla KW 4. miejsce wśród pań.

Miłe zaskoczenie przyniosła nam również "ta Ania od Żerania" zajmując miejsce tuż za Karoliną.

Ekipa z Lublina obiecuje, że zawody będą cykliczne, więc czekamy na kolejne.

Bilans zawodów przedstawia się następująco:

- Ola i Jodłosia boli wszystko
- Stefana boli kostka
- Młodego boli miejsce tuż pod kreską finalistów (gratulujemy)
- Kube Kubekube boli cholera wie co, bo nie pojechał
- Źrałka bolą nogi (od pościgu za pociągiem)
- Karolinę boli głowa

Mnie zaś boli to, że w Warszawie na takie zawody jeszcze trochę poczekamy.

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Bastion KW...



Sezon ogórkowy, a jednak się dzieje.

Zdjęcie powyżej przedstawia facjatę Beara Gryllsa po tym jak próbował przeżyć w ekosystemie bulderowni KW bez płacenia składek...

Ponoć niektórym nadal jeszcze wydaje się, że to środowisko przyjazne i pozbawione pułapek - nic bardziej mylnego.

Składki płacić trzeba. A co się dzieje, gdy się tego nie robi? O tym opowiada nowy film fabularny (choć naturalnie na faktach oparty) ze studia karateswini. W rolach głównych same gwiazdy.




Zbliżająca się demolka...




Sezon ogórkowy w pełni, nic się nie dzieje - zapłakany gówniarz zrobił cośtam w Mamutowej, nasz czytelnik dostał Jedynkę, ktośtam cośtam na bulderach i tyle. A przecież karateswinia sama sie nie napisze. Trzeba więc na siłę produkować newsy.

Z pomocą przyszła lubelska ekipa, która zaprasza na Gorączkę Sobotniej Mocy, kult szowinistycznego samczego gnojenia słabszych przy publice - czyli zawody bulderowe, w dodatku patrząc po plakacie - z nutką homoseksualnej tandety. Tego typu zachowania popieramy w 100%, dlatego nagroda w postaci darmowej reklamy wędruje w ręce lubelaków.

Na koniec krótki update w kwestii przygotowań:

- Madejowy wyremontował co tam sobie zepsuł wcześniej
- Młody żywi się już tylko białkiem w płynie i przypomina Christiana Bale'a w "Mechaniku"
- Kuba Kubakuba schudł to co przytył
- Korzenialdo przytył to co zrzucił
- Maciek K. nadal jest taternikiem
- o samicach dalej ani grama wiadomości

Na koniec zdjęcie Młodego z treningu na KW, reszta wieści po tej paraolimpiadzie.




czwartek, 2 grudnia 2010

Zimowe fanaberie...



Człowiek uczy się całe życie.

Podczas zdawkowej wymiany zdań z niedawną solenizantką Karoliną, dotarła do karateswini myśl równie abstrakcyjna co przerażająca. Otóż Karolina ogłosiła, że planuje wybrać się na zimowe wspinanie [sic!]...

Oksymoron jak cholera, bo przecież wszyscy wiedzą, że wspinanie to jest latem, a zimą to jest doładunek i grzane piwo.

Pamiętając jednak jak przez mgłę, że już ktoś kiedyś opowiadał podobne brednie, karateswinia postanowiła zbadać tę całą kwestię i zrekonstruować ideę zimowego wspinania.

Z pomocą przyszedł nam Goebbels KW, redaktor poczytnego Azero i słynny himalaista wysokościowy - Nowak.

Po przeprowadzeniu rzeczowej rozmowy i upewnieniu się, że zrozumieliśmy się co do wszystkich szczegółów, przystąpiliśmy do sporządzenia symulacji wizualnej zimowego wspinania, która to prezentacja zamieszczona jest poniżej.

Karateswinia z dumą przedstawia 4-punktową ekspertyzę na temat zimowego wspinania, która może posłużyć za swoisty podręcznik.

1. Zimowi wspinacze używają do wspinania dwóch młotków o zaostrzonych końcach, służących im do pokonywania połaci skały (ciupagi).

2. Zimowi wspinacze używają do wspinania butów wyposażonych nie w gumę, a w kolce (korki).

3. Zimowi wspinacze zawsze odpowiednio dociążają się podczas wspinania (tornister) - nie wiadomo jednak, czy w celach treningowych, czy też noszą tam coś przydatnego - np. trochę BCAA albo wódeczki.

4. Zimowi wspinacze noszą zawsze solidne nakrycie głowy (hełm) - zapewne boją się, że ktoś im wytłumaczy, że skały się nie kuje ciupagami.

A oto symulacja zimowego wspinu w wykonaniu Nowaka.




Wygląda to wszystko bardzo malowniczo, choć nazbyt skomplikowanie jak na prosty łeb bulderowca. Polecamy jednak campus.

czwartek, 25 listopada 2010

Jest warun na campusie...



Nie ma co się dłużej oszukiwać - przyszła zima. Obesrało samochody śniegiem, wszędzie wilgotno, a temperatura z dnia na dzień coraz gorsza. Przez najbliższy czas możemy spodziewać się już tylko coraz zimniejszych, bardziej białych i krótszych dni.

I dobrze.

Wreszcie koniec z tymi cholernymi 'mam miejsce na Jurkę, ktoś chętny?', 'skałeczki od piąteczku - ktoś jedzie?' i wszystkimi innymi pseudo towarzyskimi zaproszeniami, które jak wiadomo są tylko wysublimowaną metodą by powiedzieć komuś:

'ja jadę, a ty nie i pogódź się z tym, że masz robotę / żonę / psa / remont / kontuzję / depresję / brak kasy / czy inną cholerę, która nie pozwoli ci cieszyć się tym cholernym weekendem tak jak mi'.

Wreszcie można powiedzieć:

'mam miejsce w autobusie którym jadę na KW - ktoś chętny na campus? może baldziki?'

Wreszcie można przestać udawać, że lubimy tę zjebaną przyrodę.

Wreszcie jest warun na campusie.



...i ponoć już tylko nieliczni degeneraci jak Pan Niekrashpad nadal walczą o ostatnie wstawki na świeżym powietrzu...



wtorek, 23 listopada 2010

Karateswinia spełnia marzenia...



Dziś znowu okazja szczególna. Jedna z naszych czytelniczek (choć są ich z pewnością miliony*), od początku wierna karateswini jak Penelopa, obchodzi dziś swoje urodziny!

Tradycyjnie post powinien być podszyty porcją bezczelnej ironii, z której karateswinia słynie po obu stronach Missisipi, jednak jak oznajmiła nam Karolina Gurba (czyli bohaterka dzisiejszego posta), tego bloga czyta NAWET SAM SŁYNNY ŁUKASZ DUDEK, a zatem chyba musimy być przez chwilę poważni, może nawet trzeba tu trochę odkurzyć, posprzątać...

Tym samym udało się nam spełnić dwa marzenia Karoliny: o byciu sławnym, oraz o użyciu jej imienia i nazwiska w jednym zdaniu ze słynnym Łukaszem Dudkiem. Być może nieświadomie spełniliśmy też jakieś marzenie Łukasza Dudka?

Czy te urodziny mogą być jeszcze lepsze?!

-

*puszczając oczko do tych milionów czytelniczek, przypominamy o możliwości zgłaszania się do albumu fotograficznego maestro Korzenialda - "Ładne dupy", niedługo update w sprawie prac nad tym projektem

sobota, 20 listopada 2010

Hiphopowa ustawka na KW...



Mamy, zakryjcie dzieciom uszy, oczy też lepiej zasłonić - oto jak się (nie) umawiają na trening dwaj bulderowcy w warszawskim bronksie...

W rolach głównych MC Zabłocky i MC Soob Dee Shack.

Z: o 17 kw?

R: no pojebało
zupełnie pojebało Pana

Z: nie mam dokumentów, więc nie rozumiem...

R: że nie wiesz gdzie masz dokumenty, to dobrze, nie jestes pierdolnięty
ale kto o 17 na KW ładuje, ten jest głupim chujem, joł!
diss na Ciebie!

Z: nie dam sie tak zadisssowac, mozesz chuju kombinować. Po 17 ładuje Stara Gwardja, oj!

R: Stara Gwardja tak czy nie, o 17 to ładują same chuje,
diss na Ciebie leszczu chudy, Twoje rymy są jak pies bez budy!

Z: moje rymy są jak ryby, kręcą, pędzą, nie na niby,
baldy kręcą, nogi swędzą, jeb sie leszczu swoją nendzą, joł!

R: nogi to mje już nie swędzą,
bo ja nóg nie potrzebuje,
baldy Twe na łapach robie,
a Tyś leszczu głupim chujem!
joł!

Z: chujem, nie-chujem, twoich rad nie potrzebujem, silny jestem jak ja jebie, na campusie pobije Ciebie, rozpierdole Twe przystawy, zajebie tunczyka z wystawy, nasikam Ci na głowe, a troczki mam zdrowe, diss man!


R:idź Pan w pizdu z takim rymem,
cały rap tfuj puszczam z dymem,
jedz tuńczyków choćby dwieście,
dla mnie jesteś chujem w cieście
a w tuńczyki i kampusy
to sie bawią te lamusy
co się muszą w trening bawić,
ja ni chuja o 17. na KW nie planuje się stawić! joł!

Z: śmieszne rzeczy prawisz, tuńczyka chyba nie trawisz, bo słaby jesteś jak banan, albo kupa, lepiej-bananowa zupa, baldów nie łykasz, koziołków nie fikasz, jesteś na kw - i już znikasz, taka z Ciebie pizda licha, nie zasłużysz na wąs Gullicha, ani nawet perukę Krzysia, bo nie masz instynktu rysia - ale nie tego z klanu
(ze szklanego ekranu), ale z lasu - nie rób więcej hałasu, joł!

R: twoje rymy są tak biedne, że to jest aż niezdrowe,
ja po każdym wersie mogę robić rundy honorowe,
hałasu tu już nie ma, idź się zaszyj jak lis w norze
i weź mi więcej nie proponuj KW o takiej porze!


środa, 17 listopada 2010

Cyfra (T)R.I.P....


Nieczęsto zdarza się by na łamach karateswini pojawiał się post za postem, ale nastąpiła sytuacja wyjątkowa.

Są takie dni w historii naszej cywilizacji, o których pisze się potem w książkach, o których pamiętamy po latach z dokładnością do tego w co byliśmy ubrani i co jedliśmy danego dnia.

Taki dzień nastał, bowiem dziś ogłoszono śmierć Cyfra Tripu.

Karateswinia łączy się w bólu z całą rzeszą fanów, którzy niczym gęsi kluski łykali całą paszę jaką była dla nich choćby drobna nowina o dokonaniach tego obiecującego zespołu.

W komentarzach możecie wpisywać kondolencje, miasta, świeczki, załączać linki do zdjęć w bikini (tylko Panie) lub w inny sposób dawać wyraz swojej internetowej żałoby.

W związku z tymi wydarzeniami karateswinia wysłała specjalnego korespondenta do hiszpanii, by z pierwszej ręki zebrać dramatyczną relację z reakcji światowej czołówki na śmierć legendy. Oto ona:




Nowa moda...




Jedni trendy ustalają, drudzy nimi podążają, jeszcze inni próbują udawać, że ich to nie dotyczy, ale nie ma co się oszukiwać - we wspinaniu najważniejsze to być modnym.

Wie o tym Stefan, zabierając w skały gustowne fioletowe skarpetki, wie o tym Szymek nosząc kobiece ciuszki, wie nawet o tym Kuba Kubakuba zakładając swoje spodenki żul-edition.

Ostatnio jednak w warszawskim środowisku obserwujemy coraz bardziej powszechną modę na zwichnięte nogi, która nie wiedzieć czemu święci swoje triumfy.

Na początku mieliśmy trend-settera Stefana, który dumnie prezentował co nowsze ortezy, kule i zamaszyste krwiaki, których nie powstydziliby się najzdolniejsi z malarzy abstrakcjonistów.

Ponoć już po pół godziny zazdrości silny Roman poszedł w jego ślady.

Młody próbował skręcić nogę, ale udało się tylko nadwyrężyć palec - na to moda była latem, więc nie chwyciło.

Dziś gwiazda młodego pokolenia oznajmiła wszem i wobec, ku uciesze nie-w-pełni-letnich niewiast, że przez najbliższy czas będzie można się nim opiekować.

Cóż jest tak pociągającego we wspinaczu ze zwichniętym kopytem? Coś być musi, bo chwilę po oświadczeniu Szymka, z zachodu napłynęły te oto obrazki...



poniedziałek, 15 listopada 2010

Prawdziwa masa siły się nie boi...



Trening siłowy to nie rurki z kremem. Stefan i Młody doskonale zdają sobie z tego sprawę, podjęli więc męską decyzję o zakupie odpowiedniej ilości suplementów, by uzyskać zamierzone efekty.

Karateswinia przeprowadziła komputerową symulację potencjalnych wyników jakie może osiągnąć Młody. Obrazek powyżej nie pozostawia wątpliwości - warto!

Karateswinia nie pozostawi jednak ślepemu losowi sprawy tak ważnej jak biceps, a co dopiero dwa.

Stąd zainteresowanie ofertą, a ta - jak widać - obszerna i kolorowa. Po przejrzeniu wielu pozycji w sklepie z koksami, karateswinia wysiliła się na subiektywny ranking 5 odżywek o najlepszych nazwach. A więc zaczynamy!

Miejsce 5: MUTANT MASS!

pozycja wszystkim dobrze znana, znaczki "biohazard" na opakowaniu wydawały się na początku niepokojące, jednak im dalej w las ofert, tym więcej odniesień do katastrof, które mogą nastąpić w naszym organizmie...



Miejsce 4: REACTOR PRO

do czego by to nie służyło, nie dość że mamy fascynację fizyką jądrową, to jeszcze dodatek PRO! A zatem z Mutant Massem wygrywa o jeden element.

Miejsce 3: PLUTONIUM

No tu już wątpliwości nie ma. Urocza etykieta, nośne hasło - bierzemy. Czy może być lepiej? Otóż...



Miejsce 2: MASSACRA EPISODE 2

Pudło we krwi, masakra i jeszcze sugestia że jest to sequel, a zatem pewnie będą kolejne edycje! Od razu się kojarzy ze sportową rywalizacją!


Odżywki mają to do siebie, że ciężko je nazwać, bowiem cholernie trudno stworzyć nazwę, która będzie nośna, będzie zawierała wystarczająco dużo informacji, a jednocześnie będzie trafiała do rozbudowanych mózgów potencjalnych klientów. Jednak udało się! Jeden produkt ma to wszystko! A zatem...

Miejsce 1: ULTIMATE FULL COMBAT MASS GAINING POWDER

Nic dodać nic ująć.


Do sklepów!

piątek, 12 listopada 2010

Akcja szturmowa...



Być może większość z Was myśli, że marsze faszystów, antyfaszystów, homoseksualistów, antyhomoseksualistów i innych wesołków były pierwszoligową wiadomością ostatnich dni. Nic bardziej mylnego.

Wszystkie te marsze zostały zorganizowane przez jeden bystry umysł, który za pomocą tej sprytnej dywersji odwrócił na chwilę uwagę władz porządkowych by siać spustoszenie tam, gdzie nikt akurat nie patrzył.

Kto?

Naturalnie herszt UKA ULTRAS, który to najpierw wdarł się do siedziby KW Warszawa, by następnie w bestialski sposób zbeszcześcić świątynię żywej bulderowej mocy i zaznaczyć kto jest szeryfem w tym mieście.

Będzie odpowiedź, czy też na warszawskim podwórku wspinaczkowym zapanowała dominacja?

Stay tuned.

niedziela, 7 listopada 2010

Jodłoś nam się zestarzał...


Dziś post przesadnie skromny, podobnie jak jego bohater.

Minął kolejny rok od dnia gdy najbardziej wygadany z całego warszawskiego środowiska przyszedł na świat.

Jodłoś, składający swe zdania z prędkością karabinu maszynowego, kończy dziś 23 lata. Jak widać na twarzy przybyło trochę zmarszczek, ale nasz rudy mutant obiecuje, że z wiekiem będzie jak dobre wino - a zatem będzie się zginało jeszcze lepiej.

Czego karateswinia z pewnością życzy.

Sto lat!

czwartek, 4 listopada 2010

Ultrasy po pasy...




Przyjęło się w naszym pięknym środowisku, że wspinacz wspinaczowi bratem, że zawsze jeden drugiemu "cześć!" powie, a czasem nawet bułkę odstąpi...

Przyjęło się, że gdy spotykamy się w skałach, górach, okazujemy sobie sympatię niezależnie od tego skąd pochodzimy, jakie środowiska reprezentujemy, gdyż łączy nas romantyczna więź ruchu zaklętego w skale...

Przyjęło się, że tradycja wspinaczkowego braterstwa jest nam dana i przekazywana przez pokolenia niczym Arka Przymierza...

A przecież nie musi tak być!

Przecież możemy zdobyć się na odrobinę zdrowo pojmowanej nienawiści i zacząć promować w środowisku zachowania huligańskie zaczerpnięte od lepiej rozwiniętych kolegów ze stadionów piłkarskich! Jasne, mamy mniejsze klaty, wątłe ręce i wszystkie zęby, ale to nie znaczy że jesteśmy gorsi!

Jako pierwszy zauważył tę ideę bezimienny wojownik UKA, przecierając ścieżki w tej ciężkiej batalii o odrobinę awantury.

Oto plakat rekrutacyjny elitarnej bojówki UKA ULTRAS, rozpoczynający nowe dzieje w historii wspinania!

Szerzmy nienawiść klubową, niech w pociągach znajdą się wlepki, a na zawodach rozpocznie się skandowanie obelżywych przyśpiewek na temat wrogich klubów!

Karateswinia popiera podobne inicjatywy i z pewnością będzie monitorować tę sprawę.

niedziela, 31 października 2010

Ach ta sława...

Moi drodzy, publikowanie bzdur pod tym adresem to nie bułka z masłem. Trzeba się narobić...

...dobra, jeszcze raz, bo sam nie potrafię tego przeczytać z poważną miną.

Moi drodzy, karateswinia powstała równo 10 dni temu i w ciągu tych 10 dni uzbierała już prawie 1200 wyświetleń.

Nie, statystyki nie obejmują moich wejść - o to zadbałem.

Nie, nie zapłaciłem za klikanie kolegom.

Dobra, na pewno nie zapłaciłem aż tyle.

Naturalnie z tej okazji nastąpią cholernie duże zmiany. Pierwsza z nich, to fakt, że na pewno niedługo pojawi się tu od cholery reklam, bowiem najwięksi producenci będą się zabijać o miejsce na tej stronie. Tym samym, w niedługim czasie, strona przybierze mniej więcej taki wygląd:




Drugą zasadniczą sprawą będzie kwestia rozpoczęcia sprzedaży gadżetów sygnowanych logo karateswini, które to na pewno będą się cieszyły wielką popularnością. Zanim jednak ruszymy z koszulkami, czapkami, sygnowanymi modelami Rolls Royce'a i tym podobnymi, prezentuję pierwszy z gadżetów:



Oczekujcie kolejnych produktów w przyszłości!

sobota, 30 października 2010

Halloween na KW...


Korzeniak Foto Studio udokumentowało w kilku kadrach specjalistyczny trening żulerki jaki odbył się wczoraj na KW z okazji Halloween.

Karateswinia szczególną uwagę zwróciła na kilka zdjęć i postanowiła wyróżnić ich bohaterów.


Nagrodę "Pomysłowego żula" otrzymuje Maciek K, za nowatorskie podejście do użycia hantla.

Tytuł "Najpierwszego żula imprezy" otrzymuje Hugo, za fantastycznie przepity kadr.

Specjalne wyróżnienie otrzymuje Nowak, za idealnie uchwycony wyraz zażenowania / pogardy wobec...kiepskiego dowcipu? Biednego bajeru? Tego niestety nie wiemy, ale minę uznajemy za bezcenną.

Byle do kolejnej imprezy.