czwartek, 31 marca 2011

Wiosna, lato, co Wy na to?



I znowu jest ciepło. Zaczną się zbyt długie dni, narzekanie na upały, niechciane wyjazdy, krępujące spotkania pod skałą, kiedy nie pamiętamy imion osób, które się z nami witają. Znowu ta cała coroczna Golgota.

Czy to aby na pewno konieczne? Czy naprawdę znowu musimy marnować czas i pieniądze, żeby odrabiać tę wspinaczkową pańszczyznę? A może w tym roku zrobić inaczej?

Może pudełko czekoladek zwane życiem ma nam do zaoferowania coś więcej niż tylko zgniłą truflę alpinistycznego światka?

Karateswinia zdecydowanie uważa, że letnie miesiące można spędzić bardziej produktywnie, przerzucając się na inne sporty.

"Inne sporty?!?! Ale jakie?!?!" - zapewne każdy z Was spyta.

Wykorzystujący technologię NASA superkomputer karateswini wziął na celownik kilka przypadków i postarał się dopasowac sport idealny, wedle osobistych predyspozycji. Może będzie to małą wskazówką, albo chociaż inspiracją dla czytelników.

1. Żadna niespodzianka, w końcu od dawna mówiono o nim "warszawski Kobe Bryant". Jerzy w wydaniu niewspinaczkowym wydaje się być o wiele bardziej znośny.



2. Tu również cechy fizyczne zagrały pierwsze skrzypce. Przed taką masą każdy kuli uszy po sobie. Kuba Kubakuba i efekty odpowiedniej suplementacji.



3. Dzika agresja z jakiej znana jest Nina nie mogła ujść uwadze karateswini. Zdecydowanie wulgarne odzywki, dynamiczne ruchy i ogólny nadmiar energii musi zostać spożytkowany w konstruktywny sposób. Wybór wydaje się więc oczywisty.



4. Niby po sezonie zimowym, ale ponoć są kryte obiekty... A zatem Alek Barszczewski w nowej odsłonie. Mam nadzieję, że doceniacie komputerową symulację nad którą karateswinia spędziła długie godziny.



wtorek, 22 marca 2011

A przed nim bieżył Baranek, a za nim karateswinie...




Tak w skrócie można opisać przygody Korzenialda na Akademickich Mistrzostwach Polski w himalaistyce panelowej. Oprócz niego prawie dwustu twardzieli i prawie drugie tyle twardzielek przyjechało w weekend do Kato, żeby pokazać całemu światu jak się nie robi VI.1 na wędkę.

Jak spostrzegawczo zauważyła jedna z wiernych czytelniczek karateswini, regulamin ogólny Mistrzostw jasno mówił:

"celem Mistrzostw jest [...] przeciwdziałanie patologiom społecznym, w szczególności narkomanii, alkoholizmowi i nikotynizmowi, zagrażającym środowisku młodzieży uczącej się."




Do realizacji tych celów ekipa warszawska podeszła bardzo poważnie. Prym wiódł naturalnie najbardziej zatroskany o losy młodzieży Korzenialdo. Ustalił on, że najlepiej chronić polską latorośl poprzez ograniczenie występowania groźnych specyfików w stanie wolnym - bo przecież więcej szkody narobi alkohol stojąc w sklepie, niż wesoło chlupiąc w brzuchu.

W wyniku tych starań, w środku nocy Korzenialdo i Młody wybrali się na polowanie na grasującego w pobliskim lesie dzika (niestety nieskutecznie), narobili sobie wrogów w akademiku za pomocą śnieżnych piguł i co najważniejsze, wystartowali w zawodach pomimo wszelkich przeciwności losu.

Same zawody jak co roku miały charakter wybitnie wytrzymałościowy - wytrzymać trzeba było tłok, całe dnie czekania, muzykę jak karabin maszynowy i walkę z nudnościami po nocnej integracji. Smaczków w rywalizacji dostarczył Jodłoś, który był w finale, choć niektórzy stwierdzili że chociaż go widzieli, to w zasadzie go tam nie było, bo papier mówił inaczej. Co ciekawe, podczas zawodów Jodłak przegrał z papierem, ale wygrał z Kosmosem.

Dla tych których nie było, krótkie video z Korzenialdem w roli głównej. Ci, którzy byli wiedzą, że czas chyba na kreatynę.




poniedziałek, 14 marca 2011

Najlepsze kasztany są na placu Pigalle...



...a najlepsze drążki są w Częstochowie! Sprawdził to nasz warszawski celebryta, pokonując 200 kilometrów by stawić się na zawodach Garaż Boulder Cup.

Patrząc po zdjęciach, częstochowski drąg jest chyba nawet przyjemniejszy niż hiszpańskie drogi, bo tak uradowanego Kwiata nie pamiętamy nawet z Cyfra Tripu. Inna sprawa, że zdjęcie prezentuje Kwiata od pasa w górę, więc może nie rozumiemy kontekstu, a kto wie co się tam na południu dzieje na zawodach...



Czy ten drążek wyhodował zginacza u słynnego Łukasza De? Czy na Kwiata spłynęła częstochowska moc i od teraz będzie zginał piętnaście szmat dziennie?

Tego nie wiemy, ale jedno jest pewne:

po wyjeździe Kwiata do Hiszpanii mamy kultowe już filmy z kawą w roli głównej, po zawodach bulderowych w Częstochowie - sesję na drążku. Sponsorzy nie powinni się więc długo zastanawiać - z takim portfolio koniecznie wyślijcie Kwiata do Stanów, bo strach pomyśleć co przywiezie z El Capa!

Post powstał dzięki uprzejmości Climb.pl i pod patronatem Polskiej Fundacji na Rzecz Szerzenia Szydery

piątek, 11 marca 2011

Na zachodzie bez zmian, a u nas?

Być może część z Was zastanawiała się, czy złotousta karateswinia nie dostała umowy wydawniczej na tomik poezji i dlatego zaprzestała działalności. Nic z tych rzeczy - po prostu mycie okien i froterowanie podłóg wprowadzone na KW jako przykaz zajmuje tak dużo czasu, że ciężko urwać choć chwilę z tych aktywności na zajęcie się pisarskimi błahostkami. Tym razem udało się jednak odsapnąć pomiędzy odkurzaniem i myciem toalety, a zatem opisujemy kolejne przygody w naszym uroczym środowisku.

Odwiedzając naszą pakernię w celach wiadomych, można natknąć się na ciekawe zjawisko. Otóż fejsbukowe przyzwyczajenie do komunikowania się za pomocą pisania na tablicy zostało przeniesione do tak zwanego "realu" i w ten oto sposób nawiązał się ciekawy dialog w wersji papierowej zawieszony na ścianie bocznej bulderu:




Wiemy jednak, że nie wszyscy słuchają Molesty, stąd niezbędne tłumaczenie poniżej:

"Drodzy koledzy sodomici, proszę nie ingerujcie w układ chwytów! Jeśli Wasza tężyzna fizyczna nie pozwala Wam na wykonywanie wystarczająco satysfakcjonujących ruchów przy obecnym braku większych chwytów, proszę opuśćcie ten obiekt i rozwijajcie swoje umiejętności na innej ściance wspinaczkowej."

"Czy udało Ci się skompletować wykaz przejść, w którym figurują drogi o wycenie VI.5 lub przynajmniej VI.3? Podważam Twoje kompetencje do decydowania o obecnym układzie chwytów. Wyraź swoje niezadowolenie w kasie na konkurencyjnej ścianie wspinaczkowej, lecz innej niż ta, którą wskazałeś"

Pachnie konfliktem. Poprzednie derby KW związane ze sporem na tle muzycznym zakończyły się wynikiem 1:0 po efektownej bramce strzelonej główką. Czyżby szykował się kolejny mecz, ze zmienionymi drużynami? A może to początek nowej ligi?

Czekamy z niecierpliwością.