Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bloco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bloco. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lutego 2012

O mały rudy włos!

Podczas gdy specjalnie zatrudnieni fotografowie z popularnych serwisów nadal starają się wyszopować zdjęcia z nadmiaru magnezji, redakcja karateswini nie ma takiego problemu, bo wszystkie nasze zdjęcia są znane z full profeski i nie potrzeba tu żadnych poprawek.

Dlatego też jako pierwsi serwujemy Wam relację z BLOCO OPEN!

Eliminacje.

Jeszcze pół godziny przed startem pierwszej grupy w najlepsze trwały przygotowania do zawodów. Ekipa Bloco zarwała kolejną noc, a ojciec dyrektor - Ziółek zaczynał majaczyć.

Organizatorzy zastosowali się do standardowej zawodniczej etykiety i kurtuazyjne 30 minut obsuwy również w tym przypadku miało miejsce.

Eliminacyjne przystawki rzeczywiście były eliminacyjne i wyeliminowały skutecznie kogo trzeba. W miarę upływu czasu ich trudność nieco wzrastała, bowiem chwyty zaczęły ginąć w odrobinę zapylonej arenie zmagań. Ostatecznie wielu zawodników - z sobie tylko znanych powodów - uznało, że trofeum w postaci karty wyników zatrzyma jednak dla siebie, zamiast dzielić się sukcesami ze światem.



(Bloco podczas eliminacji)

Finały.

Gdy skrupulatnie podliczono wyniki eliminacji wyszły na jaw trzy sprawy.

- Po pierwsze do damskiego finału dostała się tylko jedna warszawianka, wikipedia kobiecego wspinania - Marta Czajkowska, z kolei do męskiego finału trafili sami warszawiacy, poza jednym wyjątkiem...
- ...w postaci blond chłopczyka, który gościł już na łamach karateswini, po tym jak odważył się w Lublinie zaorać pole takimi mocarzami jak Bunsch czy Szeroki Roman! Jak widać Krzyś Szalacha w najlepsze korzysta ze sławy, którą zapewniła mu obecność na tak ambitnym portalu, bowiem bezczelnie poczynał sobie również na Bloco.
- Po trzecie okazało się, że skrupulatne liczenie nie tak dobrze idzie świeżo upieczonemu inżynierowi Jodłowskiemu, który wpisał sobie o jeden bulder za dużo i po krótkich wyjaśnieniach odstąpił pierwsze miejsce po eliminacjach absurdalnie silnemu Olkowi Romanowskiemu.

Formuła finałów przypominała połączenie rozdania Oscarów z "Familiadą" - były reflektory, oklaski publiczności i żenujące żarty prowadzących. Zawodnicy mimo wszystko mieli chyba dość kiepski gust i całkiem im się podobało.

Po eliminacjach widać było, że organizatorzy nie mieli zbyt dużych funduszy na zawody, bo dla finalistów ewidentnie zabrakło chwytów. Stąd też męskie przystawki nabrały dość minimalistycznego charakteru i panowie rywalizowali wspinając się po praktycznie gołych panelach.


(Olo Romanowski pręży muskuły robiąc ruchy z niczego do niczego)

Podczas gdy panowie błyszczeli mocą, paniom pozostawiono elementy finezji i odwagi - tą pierwszą wykazała się przede wszystkim Marta Czajkowska, która ku uciesze gawiedzi wybrała techniczny patent startując na szmatach do trzeciego kobiecego bulderu. Z kolei nadmiarem odwagi zabłysnęła Olga Niemiec, której ochota do powietrznych wyczynów zakończyła się niefortunnie kontuzją nogi.


(Olga Niemiec dochodzi do siebie na specjalnej diecie z omletów przysyłanych z Bielska-Białej)

Rywalizacja w obu kategoriach była niezwykle zacięta i dopiero ostatni startujący zadecydowali o kolejności na podium.

Wśród kobiet wygrała okrutnie skuteczna Sylwia Buczek, pokonując
zaledwie jedną próbą Martę Czajkowską. Gosia Rudzińska, która finał spędziła flirtując i uprawiając symultaniczny striptiz z Młodym Łodzińskim, musiała zadowolić się trzecim miejscem, podobnie jak jej przepotwornie techniczny lowelas.

Końcówka męskiego finału dawno już chyba nie wzbudziła tylu emocji. Choć siła zginaczy Olka przekonała chyba wszystkich, że nagroda mogła zostać wysłana do grawera jakiś tydzień przed zawodami, raz jeszcze ta bezsensowna dyscyplina pokazała, że nie zawsze najsilniejszy jest tym najlepszym.

Ostatni bulder z efektowną bańką został pokonany tylko przez Jodłosia, który tym samym o mały rudy włos wyścignął Aleksandra Wielkiego, zgarniając cały splendor i wieczną chwałę zwycięzcy Bloco Open.


(Jodłoś szykuje się do ostatniej bańki w finałach)

środa, 8 lutego 2012

"Widziałem ostatnio dobry film" - wywiad z Davidem Lynchem.



Szukając sobie polskiej żony, David Lynch odwiedził jeden z warszawskich kebabów, gdzie przypadkiem udało nam się spotkać. David był tak miły, że zgodził się na krótki wywiad na potrzeby karateswini. Oto i on.

Karateswinia: Witamy w Polsce maestro, jak Ci się tu podoba?

David Lynch: Całkiem git, dość inspirujące miejsce.

KS: Jest w Polsce coś, co Cię szczególnie urzekło, czy tylko Ci dupki w głowie?

DL: Szczerze mówiąc, ostatnich kilka dni zmieniło trochę moje pojmowanie tego grajdoła, za jaki uważałem wasz kraj. Widziałem ostatnio kilka ciekawych rzeczy, widziałem między innymi świetny film.

KS: Cóż to takiego było?

DL: Z początku myślałem, że to jakaś wymyślna pornografia. Wiesz, prosta fabuła, wspina się kilku gości z gołymi klatami, dużo pyłu, co chwila cycki na ekranie. Potem zacząłem w tym dostrzegać pewną głębię, zastanawiałem się nawet czy sam tego kiedyś nie nakręciłem po pijaku. Okazało się jednak, że nie, to było tylko promo do jakichś zawodów w Warszawie.

KS: Nie jakichś, tylko do BLOCO OPEN.

DL: Tak, właśnie.

KS: Co Cię tak zaintrygowało w tym filmie?

DL: Przede wszystkim aktorzy. Fenomenalni. Wszystkich już zgooglowałem i podrukowałem sobie zdjęcia. W roli głównej cycki Olka Romanowskiego. Fantastyczne. Zupełnie nie rozumiem, czemu nie widziałem ich w innych filmach. Kto wie, co by było, gdyby ktoś zaangażował je do „300”, albo do „Troi”. Może nawet wyszłoby z tego jakieś kino, a nie kolejny „Titanic”.

KS: A jak rola samego Olka?

DL: Myślę, że Olek gra tu jednak rolę drugoplanową. Trochę jak Roy Scheider w „Szczękach”. Niby gra dobrze, niby jest w tym jakiś dramatyzm, ale to przecież film o wielkim rekinie. Tak samo jest tu. To jest film głównie o cyckach.

KS: No więc czym to się w takim razie różni od zwykłego porno?

DL: Widzisz, tam jest dużo powiedziane między słowami – trochę tak, jak w „Między słowami”. Niby ciągle świecą gołe klaty, jest muzyczka, nawet się zaczyna od gry w piłkarzyki dla niepoznaki – coś jak: „rura mi pękła, czy może się pan tym zająć, panie hydrauliku?” – wiesz, zwykłe porno. A jednak coś więcej. Widać to w tych spojrzeniach, w tej ciszy między wstawkami. Tam nikt z nikim nie rozmawia. Ziółkowski siedzi ze smutną miną, która skłania cię do współczucia. A przecież wiadomo, że to faszysta, znany z zamordyzmu wobec swoich pracowników. To samo Jodłowski. Niby dobrze się bawi, a chwilę później już gdzieś wydzwania. Widać, że nawet te przystawki nie dają mu spełnienia. Już szuka czegoś dalej. Może na szachy się ustawia, albo na kawkę. Kto to wie. W tym jest siła tego filmu. W tym, czego na pierwszy rzut oka nie widać.

Link

KS: Wydaje się to trzymać kupy, ale czy nie dopowiadamy sobie zbyt wiele?

DL: Pewnie, że dopowiadamy, jestem kurwa David Lynch.

KS: No dobrze, co dalej w takim razie? Czy polskie kino zainspirowało cię, żeby wrócić tu po dokładkę? Kiedyś już ponoć coś tu nakręciłeś, może znów się skusisz?

DL: Mam zamiar wpaść na zawody, które będą 25 lutego. Wpadniemy z kamerkami, coś skręcimy. Toma Oleksy ma kręcić baldery, więc liczę na to, że zobaczymy trochę muskulatury. Może nawet Olka zobaczę na żywo…

KS: Cóż, życzymy powodzenia i do zobaczenia na BLOCO OPEN.

Zainteresowanych obejrzeniem tego, czego w swoich homoseksualnych zachwytach nie dostrzegł David, odsyłamy do promo BLOCO OPEN.

Wszystkich zapraszamy serdecznie na zawody 25. lutego. Więcej info i zapisy na stronie organizatora.

sobota, 10 grudnia 2011

NAGA PRAWDA O IMPREZIE NA BL*CO! [WERSJA LEKKO OCENZUROWANA]

Doszły nas słuchy, że nawet niepełnoletni czytają karateswinie. Wynika to ponoć z ostatniego zainteresowania sprawą młodzieży wygrywającej zawody ze starszymi. Stąd też poniższa relacja naznaczona została lekką cenzurą obyczajową, co by nie gorszyć naszych młodszych fanów.



Tyle zostało ze zdjęcia Kl*na [nazwisko znane redakcji], po ingerencji cenzury. Dość dobrze świadczy to o poziomie alk*holizacji [substancja znana redakcji] imprezy. Ale od początku.

Tym, którzy wybrali wczoraj rolę widza, przypadła do obejrzenia emocjonująca fiesta pod postacią mistrzostw w grze w piłkarzyki



[piłkarzyki znani redakcji]

Zwycięską drużyną okazali się gospodarze, czyli Słowik i Aga, co nasuwa pytanie o sprzedajność sędziów.

Kolejnym krokiem było rozpoczęcie "imprezy taneczno-muzycznej", która z tańcem i muzyką miała mniej więcej tyle wspólnego, co fryzura Słowika ma wspólnego z przedziałkiem.

W jej trakcie pojawił się konkurs przybloku, który w przypadku mężczyzn był raczej konkursem tego, kto wlał w siebie mniej płynnego obciążenia. Patrząc na minę sędziującego Kuby Ziółkowskiego, poziom konkursu należało raczej uznać za żenujący. Na szczęście jego uczestnicy postarali się bardzo szybko wlać w siebie płynne zapomnienie i raczej wstydu nie zapamiętali.

Wszyscy jak jeden mąż i żona ruszyli do butelek, a gdy już machina ruszyła...

[reszta szczegółów znana redakcji...]

wtorek, 17 maja 2011

Gdy emocje już opadły...



Nazbyt mało jest słów w moim skromnym słowniku,
by opisać tę ucztę, gdzie wśród pląsów i krzyków
otworzyła podwoje nowa kuźnia mocarzy
- nowe miejsce na kawę, nowy raj przystawkarzy

Pół Warszawy zjechało, by przywitać się z Bloco,
ponoć dotarł tam nawet człowiek zwinny jak kokon
każdy dostał szampana - choć z plastiku, to z klasą
- widać już od początku chcą utrzymać tam fason

Wszyscy skromnie pląsali w rytm płynący z głośnika,
który grał pod batutą imć didżeja Wernika
wnet - przycichła muzyka... i przycichły rozmowy,
bo pojawił się panel - w pytę wielki, bordowy

A chwytów tam było... conajmniej dwanaście!
aż łza się kręciła przy pierwszym toaście
- bo jak się nie wzruszyć, gdy z tej marnej dziury,
wyrosły rajbungi, przewisy, struktury!

Wszak aż tyle to trzeba było mozołu
czekania, błagania, petycji od dołu

i choć byli też tacy, co porażkę wieszczyli,
i coraz to nowe wciąż plotki płodzili
- że kapitan Ziółkowski pewnie spuścił banderę
i że w morzu problemów już zatonął w cholerę

to choć późno, lecz wbrew tym fałszywym prorokom
w końcu raz a porządnie otworzyło się Bloco!

sobota, 7 maja 2011

Koniec czekania...



Wielkimi krokami nadchodzi event oczekiwany bardziej niż ślub tego wysokiego księcia z tą czarną.

Nic dodać, nic ująć - WRESZCIE otwiera się Bloco!

Takiej okazji nie opuści nawet...


wtorek, 12 kwietnia 2011

Co z tym Bloco?



Gdy już wietrzyk wiosenny
każe gonić obłokom
ci, co w skałach nie siedzą
szepczą: "kurwa, co z Bloco?"

Wszak mieliśmy być silni,
jak sam Dudek i Rokosz
a tu buła rdzewieje,
no bo kurwa, co z Bloco?

Chodzą plotki, legendy
że jest pięknie, wysoko
wszystkim ślina już cieknie
ale kurwa - co z Bloco?

Każdy słyszał, że "wkrótce"
lecz wyjaśnij tłumokom,
że bez sensu jest pytać:
"kurwa, wie ktoś co z Bloco?"

Pozostaje nadzieja
w Ziółka pracy mozolnej
że nim dzieci mych dzieci
znajdą w ławce się szkolnej
nim mój włos osiwieje
nim oślepnie me oko
kiedy ktoś mnie zapyta
powiem: siedzę na Bloco!

Amen.

wtorek, 22 lutego 2011

Boże, chroń Królową!




Czemu? Bo nawet ona przyjedzie do Warszawy pobulderować, gdy zobaczy ścianę, którą od zera spłodził pewien ambitny młody człowiek.

Tak, moi Panowie - to o czym od dawna szeptały wasze kobiety, chichocząc potem małymi grupkami i to, drogie Panie, o czym Wasi mężczyźni dyskutowali w szatniach, barach i łaźniach parowych - to nie plotki!

Warszawa doczekała się nowej bulderowni, która spowoduje, że nawet Lublin będzie chciał stać się 19. dzielnicą stolicy.


Ci, których słabe serca mogą nie wytrzymać napięcia, od razu niech kierują się na stronę:

http://bloco.pl

Tych, którzy wolą dozować sobie wrażenia i przejść krótką grę wstępną przed oglądaniem zdjęć odsyłam do twarzoksiążkowej strony:
http://www.facebook.com/#!/pages/Bloco/185745801447005

Siostry i bracia - hodujcie troczki i naprawiajcie wszystko, co tam macie zepsute, bo pierwszy warszawski kościół bulderingu niedługo otworzy swoje podwoje!

Więcej informacji wkrótce!