Przez ostatni czas karateswinia uparcie milczała, przyjmując z lewa i prawa zupełnie niespodziewane ciosy, dotyczące relacji zespołu Koziemniak-Substytuciak. Wobec licznego dziadostwa, którego nasłuchaliśmy się na ten temat naszej tatrzańskiej przygody, prezentujemy oświadczenie rozwiewające wszelkie wątpliwości specjalistów od weryfikacji.
Kwestia 1: Podejście do Moka.
Przede wszystkim chcieliśmy zaznaczyć, że nie spodziewaliśmy się kontrowersji tego typu. Na całe szczęście, materiału mamy dość sporo, więc możemy wszystko poddać tu wnikliwej weryfikacji.
Od początku zarzucano nam (zespołowi Korzeniewski-Sabzdasiński), że do Moka wcale nie podeszliśmy, tylko pojechaliśmy bryczką. Absolutna bzdura. Kto nas zna (a my znamy siebie jak łyse konie), dobrze wie, że gdy dojechaliśmy na parking nie mieliśmy już grosza przy duszy. Próbowaliśmy co prawda wspomagać się sponsoringiem, jednak żadne panie nie były chętne i nie dało rady. Dlatego też pieniędzy jak nie było tak ni ma (na przyszłość zapraszamy do współpracy wszystkie Nortfejsy i inne takie) – tym bardziej bryczki być nie mogło i drałowaliśmy na piechotę.
Dowodem w sprawie jest dowód numer 1, zdjęcie jelenia, którego widzieliśmy podczas podejścia.
Chyba oczywiste, że gdybyśmy jechali bryczką, zdjęcie byłoby rozmazane z racji prędkości. W tle dobrze wszystkim znane Wodogrzmoty Mickiewicza. Zdjęcie jest trochę pionizowane, ale to tylko dlatego, że robił Sobiesiak, a wiadomo jak to on potrafi.
Kwestia 2: Przebieg pokonanych dróg.
Na początek zespół Sobotkiewicz-Korzeniofil chciałby zaznaczyć, że zdecydowanie zależy mu na jak największej transparentności. Przede wszystkim dlatego, że to naprawdę imponujące słowo i bardzo chcielibyśmy, żeby ktoś zweryfikował nam co ono naprawdę znaczy. Do meritum. Anonimowy forumowicz, który przedstawił się jako „Suchar z La Manczy” zarzucił zespołowi nieakuratność w kwestii opisu pokonanej drogi. Po krótkiej analizie, doszliśmy do wniosku, że Suchara znamy tylko jednego i anonimem jest Suchar. Oto zdjęcie.
Chcielibyśmy powiedzieć, że wątpliwości kolegi z La Manczy są rzeczywiście uzasadnione. Cholera wie jaką drogę przeszliśmy, ponieważ poprzedniego dnia weryfikowaliśmy usilnie zawartość puszek Tatry Pils (sponsoring mile widziany), które WNIEŚLIŚMY (co zostało udowodnione wyżej) ze sobą na tabor.
Nie obrazimy się zatem (a kolega Korzenialski wręcz na to nalega) jeśli ktoś powie nam gdzie byliśmy mniej więcej od godziny 6:30 do 22:15 w dniu 26. sierpnia 2011. Przydałoby się również zweryfikować czy data nie jest przekręcona o jakieś 3 dni (w dowolną stronę). W weryfikacji pomocne mogą być następujące dowody:
zdjęcie ze ściany, czyli dowód numer 2:
orientacyjny schemat naszego prawdopodobnego przejścia (wykonany po powrocie na podstawie zgodnych relacji), czyli dowód numer 3. Czerwonym krzyżykiem zaznaczyliśmy miejsce gdzie musieliśmy trochę odespać, a niebieskim miejsce, w którym urwał nam się zupełnie film i nie wiemy jak znaleźliśmy się z powrotem na dole.
Rozumiemy, że dla sprawy istotne jest też nachylenie ściany w pokonywanych przez nas miejscach, dlatego na potrzeby wykresów i symulacji prezentujemy profil ziemi w miejscu, gdzie (jak nam się wydaje) znajduje się Mnich. Profil stanowi dowód numer 4:
Gdy weryfikacja przebiegu naszej drogi dobiegnie końca prosimy o kontakt. Chętnie wysłalibyśmy wyprawę weryfikacyjną, w celu powtórzenia naszej drogi – pogubiliśmy cholernie dużo sprzętu i może ktoś by to pozbierał…
Kwestia nr 3: Nazwisko Sobstysiaka.Ta sprawa leży nam bardzo na sercu. Wiele osób zarzuca przekłamania w kwestii nazwiska uczestnika zespołu, domagając się ostatecznego ustalenia jego brzmienia. Prawda jest taka, że za cholerę nikt nie wie jak je wymawiać, dlatego bardzo prosilibyśmy o weryfikację w tej kwestii. Jedynym dowodem jest kserokopia aktu urodzenia, którą dołączamy jako dowód numer 5:
W naszej ocenie najbliższe prawdzie jest brzmienie: Substycośtam.
Mamy nadzieję, że te odpowiedzi rozwiewają przynajmniej najważniejsze kontrowersje związane z naszą wyprawą. Wszelkie nagrody chętnie przyjmiemy, bo jesteśmy biedni, a poza tym nigdy niczego nie wygraliśmy (za wyjątkiem konkursu wiedzy o dobrych manierach, w którym Korzenialdo wygrał kiedyś widelec, a potem zgubił).






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz