Regularni czytelnicy karateswini być może pamiętają, że rok temu udało nam się przyłapać Świętego Mikołaja ładującego na KW. Efekt był oszałamiający i tak pięknie wyrzeźbiony Święty wykonał swoją pracę bezbłędnie.
...niestety w tym roku przyłapaliśmy Mikołaja w cywilu, trenującego w zgoła innej atmosferze... Efekt jest taki, że jeśli jakieś dziecko zobaczy w tym roku Świętego, to będzie raczej wyglądał mniej więcej tak...
Ale od początku.
Na niecały tydzień przed świętami, dał o sobie znać dawno zapomniany przeciwnik karateswini, czyli...
Zdobywszy pierwsze szlify w sztuce karate, odwrócił się plecami do jasnej strony mocy i poświęcił się niegodziwej sztuce wódżitsu - pozbawionej jakichkolwiek hamulców metodzie ścinania umysłów. Rzuciwszy wyzwanie karateswini, karateśledź oczekiwał na spotkanie w najpopularniejszym klubie Stolicy - Casa del Wernix.
Karateswinia jest jednak git-świnią. Zasady serdecznie bagatelizuje i nie jest frajerem.
Dlatego na pojedynek nie przyszła sama, tylko w dużej grupie. Wspólnymi siłami udało się obalić nie tylko śledzia, ale i mnóstwo nadprogramowego paliwa.
Na wezwanie stawił się również przebrany dla niepoznaki w cywilne ubranie Mikołaj, którego trening z karateswinią przedstawia następujący schemat:
Po walce wszyscy uczestnicy radośnie uznali, że na takie pojedynki z chęcią stawią się za każdym razem, gdy ktoś rzuci rękawicę.
Jako że Mikołaja raczej nie należy się spodziewać w tym roku, karateswinia radzi wszystkim czytelnikom, aby w te święta zaopatrzyli się w dodatkowe prezenty samodzielnie. Proponowany zestaw świąteczny prezentujemy poniżej.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz