"Światła, kamera, akcja! Kręcimy historię polskiego wspinania sportowego."
Tak powinny się zacząć zawody Bloco reOPEN, bo od wczoraj bouldering w Polsce wygląda zupełnie inaczej. Dlaczego? Ano dlatego, że okazuje się, że "towarzyskie zawody bulderowe" to już nie zgromadzenie borciuchów w jakimś dusznym garażu, ale impreza, która swoim rozmachem przewyższa najlepsze Puchary Polski.
Nowe Bloco, które wyrosło na Woli to już nie ścianka, ale jakaś przeolbrzymia manufaktura wspinaczkowa. Nigdy chyba jeszcze nie zdarzyło się, żeby w eliminacjach, w których startowało po 65 osób na grupę nie było kolejek pod bulderami, rozpychania i wciskania się na siłę.
Same przystawki - jak z restauracji od Kręglickich. Estetyczne, pomysłowe, różnorodne. Ukręcone z półproduktów w postaci chwytów świeżo zerwanych z holenderskich i angielskich krzaków. Pychota.
Finały to przemarsz wojsk przez całą szerokość ściany. Atakowani przez reflektory punktowe zawodnicy rozpracowują nowe piony, beczki, dachy, a na koniec przewieszonka.
Kobiece przystawki nieco za trudne, a po drugim baldzie widać, że Toma Oleksy i Olo Romanowski muszą zaktualizować swoje wiadomości o kobiecym parametrze. Spektakl ratują dwa ostatnie buldery, w szczególności końcowe przewieszenie, które decyduje o kolejności na podium - czyli jak w klasycznym dreszczowcu, do ostatnich chwil niepewność.
Męskie baldy udane, choć nie bez pomyłki. Pierwszy koncepcyjny, zgwałcony post-factum przez Mechaniora, który "zrobiłby go, gdyby mu te gamonie paczki nie przykręciły". Drugi zdecydowanie za prosty - pokonany z flasha przez każdego z panów. Trzeci wymagający tyle siły, że Jodłowski przesadza i odkręca topową klamę bez użycia klucza. Czwarty również decyduje o podium - co ciekawe: zwycięzcy zawodów zeskakują z topów symultanicznie, jakby wedle scenariusza.
Co do wyników - jak z amerykańskiego wyciskacza łez: formuła zawodów "winner takes all" bezlitośnie nagradza tylko pierwsze miejsca, ale w tym przypadku całkowicie zasłużenie. Na najwyższym stopniu podium melduje się Kinga Ociepka-Grzegulska, która wymyśliła kobiece wspinanie sportowe w Polsce. Wraca po przerwie i pokazuje, że nadal nie ma sobie równej. U panów Jodłoś rozpoczyna swoją legendę, broniąc tytułu sprzed roku i pokonując Mechaniora, który wydawał się w ostatnim czasie nie do zatrzymania.
Krótko mówiąc - spektakularne zawody, czy można było lepiej? Patrząc po drobnych potknięciach - można. I dobrze. Jest miejsce na poprawki, których dokona się za rok.
"Światła, kamera, akcja!"

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz