Wydawałoby się, że wspinanie to sport tak nieoczywisty i zaskakujący, że pewników w nim nie odnajdziemy żadnych. A jednak, również i we wspinaniu znajdziemy rzecz pewną jak w śmierć w życiu, jak VAT w cenie, jak jakość w postach karateświni. Tym aksjomatem jest nieuniknione zapylenie na ścianie wspinaczkowej.
Historycy wspinania spierają się co do daty pierwszej obserwacji zapylenia. Francuscy badacze twierdzą, że miało to miejsce jeszcze w paleolicie, kiedy bliżej nieznany małpiszon, przygotowujący swoją autorską przystawkę w grocie Lascaux, miał donośnym „UGRRHHRHRRRR” oznajmić, że ktoś zapaćkał mu krawądkę białą kredą.
![]() |
| zapaćkane bulderki w Lascaux |
Szkoła niemiecka przyznaje z kolei palmę pierwszeństwa Wolfgangowi Wąsatemu, który donośnym „du blüdes Arschloch!” miał pozdrowić kolegę wnoszącego na ścianę za dużo kalafonii.
Aspekt historyczny nie ma dla nas aż tak wielkiego znaczenia, bowiem jak zwykle na tym portalu staramy się Wam dostarczyć tylko taką teorię, która okaże się naprawdę praktyczna.
Dlatego też w dzisiejszym odcinku stawiamy sobie bardzo praktyczne pytanie:
„czy da się jakoś ustalić stopień zapylenia ściany, powyżej którego nie warto rozpoczynać treningu?”
Nie trzymając Was w napięciu odpowiadamy: da się. Co więcej, w toku naszych dogłębnych badań opracowaliśmy na to specjalny wzór, którym zamierzamy się oczywiście podzielić. Oto poszczególne jego elementy.
1. Po pierwsze zauważyliśmy, że w pewnych okolicznościach ludzie zużywają więcej magnezji, w innych mniej, a jednym z katalizatorów pylenia jest głośna, motywująca muzyka. Oczywistym jest, że przy akustycznym pobrzękiwaniu Pata Metheny nikomu ręce się nie pocą, podczas gdy tłuste elektro rodem z Trafo sprawia, że nawet ostatnie krople wody przeprowadzają ewakuację z głębi Waszych gruczołów potowych. Ale jak policzyć ilość motywującej muzyki? Jaką jednostkę przyjąć? Na chłopski rozum im więcej muzy z głośnika, tym więcej prądu w powietrzu, stąd też elementem wzoru staje się gęstość prądu elektrycznego, którą wikipedia i rzesze fizyków oznaczają literką J.
2. Gdy w latach 1950-1959 James Hardy, Herbert Wolff i Helen Goodell przeprowadzali swoje badania na temat mierzalności bólu, z pewnością nie spodziewali się, że padnie o nich słowo na łamach karateświni. A jednak, ból skóry zdzieranej przez paczki i chwyty wydaje się w tak oczywisty sposób wpływać na częstość magnezowania, że nie może go zabraknąć w naszym wzorze. Dla swojej jednostki bólu, czyli z łaciny: dolor, uczeni zaproponowali jednostkę dol i taką też jednostką się posłużymy we wzorze.
3. Niezwykle ważną kwestią jest też element czasu i prędkości zapylania. Gołym okiem widać, że podczas długich i mozolnych sesji poprzedzielanych towarzyskimi pogaduszkami pyli się o wiele mniej, niż w trakcie zawodów, gdy prędkość wspinania wzrasta z upływem czasu. Ten przyrost prędkości w czasie to nic innego jak przyspieszenie zapylania, a przyspieszenie tradycyjnie zaznaczymy literką a.
4. Nikomu chyba nie jest obcy widok walczącego do ostatnich sił łojanta, który dodaje sobie energii sięgając do woreczka w potwornym przybloku. Prowadzi to do wniosku, że spadek energii, oznaczonej jako E, wprost przyczynia się do zapylenia, dlatego też E ląduje na naszej tablicy.
5. Kolejnym elementem jest rodzaj chwytów, po których wspinają się klienci sklejkowych przybytków. Praktyka pokazuje, że im chwyt bardziej obły, tym częściej zachowujemy się jak panienka pudrująca okrągłe policzki przed spotkaniem z amantem. Oblaki przyjmują zatem tonę make-upu, choćby nie wiem jak absurdalne było to działanie. Obłe chwyty w naturalny sposób przypominają nam elipsy, koła i inne figury, których pola, obwody i inne takie zwykło się mierzyć za pomocą magicznych Pi i r. Co oznacza to Pi i czym było to r, nie pamiętamy, ale we wzorze gdzieś być muszą, odpowiadając za czynnik obłości.
6. Ostatnim punktem jest ustalenie w jak dużym stopniu zapylenie wynika z czynników środowiskowych. Zrozumiałe, że krakowskie powietrze przez lata tradycji nasyciło się już naturalnie magnezją, której będzie na każdej ściance o wiele więcej niż na przykład w najmniej wspinaczkowym mieście Polski, czyli położonym na Pomorzu Lęborku. Ostatnim elementem równania będzie zatem „współczynnik lęborski”. Jak go stosować? Niezwykle łatwo! Im dalej od Lęborka, tym bliżej Krakowa, więc zapylenie większe. Tym samym im większą wartość „-lę” dla Waszego miasta, tym więcej syfu wdychacie nawet w parku.
Myślicie sobie teraz pewnie: „no tak, tyle elementów, zaraz będzie masa liczenia, a kto ma na to czas przed wspinaniem…”. Nic bardziej mylnego! Nasz wzór stosuje się świetnie bez liczenia! Wystarczy go tylko uporządkować, by po paru przekształceniach dojść do wniosku, że krytyczny poziom zapylenia ściany wynosi ni mniej, ni więcej, tylko:
Gdy ten oto wzór ciśnie Wam się na usta po wejściu na ścianę, wiadomo, że zapylenie przekroczyło dopuszczalne granice.









i tyle w temacie - jak zwykle dobitnie prawdziwe ;)
OdpowiedzUsuń