poniedziałek, 14 stycznia 2013

Czego ludzie nie wymyślą...

Ostatnimi czasy transmisji z zawodów dość mało, pewnie dlatego, że ni ma zawodów do transmitowania. W telewizji można obejrzeć co najwyżej narciarstwo biegowe, które polega na ślizganiu się na dwóch deskach byle szybciej do przodu, albo skoki narciarskie, które są zawodami o to, którym z chłopaczków wiatr rzuci dalej o ziemię. Wybór trudny. Na serwisach dla profesjonalistów nuda jak w teatrze, ale o dziwo coś przykuło moją uwagę. Uwaga – LODOWY PUCHAR ŚWIATA. Myślę sobie: „brzmi jak sport”. Coś tam się kiedyś słyszało o jakichś ekstremalistach, co to nawet i zimą szukają wspinania z jakimiś ciupagami… no to pomyślałem, że obejrzę. O zgrozo, oto wrażenia.



Odpaliłem filmik z relacji w połowie, co by przejść do rzeczy bez jakichś nudnych wstępów. I faktycznie – od razu mięso: ziomek wyglądający jak Lance Armstrong (na głowie hełm od wypadków, na piersi koszulka lidera) doświadcza właśnie kłopotów technicznych. Jeden z pylonów budujących ścianę zawodniczą urwał się i wisi, a typek miota się na nim jak wiewiórka co młotkiem próbuje swój domek naprawiać.



Problemy z konstrukcją...

Chwila napięcia, patrzę ze zgrozą, ale na szczęście chłopaczyna z tego wyszedł, bo już z powrotem na stałym lądzie. Rozglądam się uważnie, zatrzymuję film i puszczam dalej, zbliżenia robię i oddalam, ale lodu jak nie było tak ni ma. Powiem więcej: przy całej sympatii do tego powietrznego kolarza (podobieństwo nazw do prawdziwych Kolarzy niezamierzone), patrzę jak ten chwat rozpiżdża swoimi naostrzonymi butami kawał dobrej sklejki! Wbija pazury gdzie popadnie, mija chwila i dykta wygląda jak po ataku początkującego route-settera, który dorwał się do wkrętarki i wiadra ze szpaksami. 

Lodu ni ma...

Łza się w oku kręci, ale myślę sobie – burdel tam mają, ściana się wali, może i lodu zabrakło, a bidaczysko jak przedskoczek musi przetrzeć najpierw szlak na sucho. Moje potwierdzenia zdają się być prawdziwe, gdy parę ruchów później wygięty wihajster zostaje ulokowany w podchwycie. Myślę sobie: „no tak, teraz będzie chwyty przekręcał”.



Dziwne klucze tam mają...


Już miałem wyłączać zniesmaczony, że puścili mi tu zgrupowanie mechaników, gdy nagle nieborak wpina linę do ekspresa, zjeżdża na dół i dostaje medal!

Lodowy puchar! Czego to ludzie nie wymyślą…

P.S.: Dla zainteresowanych, klip na youtubie, wklejony we fragmencie, w którym zacząłem oglądać. 

1 komentarz:

  1. Karate Świniaku czyżbyś nie dotarł do momentu gdy Lodowi Wojownicy mierzą się ze srebrną gwiazdą ?
    Czyż siekierant uderzający swą ostrą niczym szpony sokoła siekierą w pięcioramienną gwiazdę nie jest alegorią zwycięstwa Korei Południowej nad reżimem jej północnej siostry, a sam Lodowy Wojownik personifikacją niezwyciężonej armii Taehan Min'guk.

    OdpowiedzUsuń